Asnyk artystycznie

kupujcie w cieciówkach

Rękodzieło artystyczne... Myślicie, że to łatwa praca? Mylicie się i to bardzo grubo. Myślicie, że stworzenie świata trwało na pstryk? Mylicie się także. Oglądacie moje prace, pytacie o ceny i mówicie: "Pfiiii, to ja se w sieciówce kupie, trochę polatam i moge wyrzucić." To ja wam odpowiem: w CIECIÓWCE, a nie w sieciówce. Bo jesteście, jak ten cieć, który nie jest zdolny docenić nawet własnej miotły, która jest jego głównym narzędziem pracy i bez niej nie zrobiłby nic. Nie macie szacunku do siebie! A od siebie powinniście zacząć. Może wtedy uszanowalibyście rękodzielnika, który dla was oddaje całego siebie wraz z czasem, sercem i uczuciami. Kupujcie w CIECIÓWKACH wory z toksycznych materiałów zamiast kobiecych torebek, kupujcie Dolce&Gabana, Chanel, czy szymel, jak zwał, tak zwał, bo to jest marka, którą w milionach egzemplarzy produkuje się w Chinach za marne grosze, a wam każe płacić kosmiczne ceny. Tak! Strzygą was, jak owce, bo dajecie się nabrać na wydmuszki o nazwie trendy. Chcecie być wege, eko, a kupujecie ciężkie wory ze skory bydlęcej za grube  pieniądze. Dlaczego? Bo trendy i marka? Czy marka jednego artysty, to nie marka? Tylko dlatego, że tworzy swoją markę sam? Że chce sprzedać też sam? Bez pośredników, bez drogich reklam... bo go zwyczajnie na to nie stać! Porusza się tylko po mediach społecznościowych, gdzie przewijają się setki tysięcy ludzi i co? I gówno! Nic nie sprzedaje, bo nadal oglądają go ciecie, kupujące w cieciówkach. 
Lecz nie o sprzedaż tu chodzi, ale o szacunek do samego siebie, od którego wy musicie zacząć, żeby zrozumieć nas, artystów rzemieślników.
Zakończę krótko w imieniu własnym i wielu mi podobnych: pocałujcie wszystkich rzemieślników artystycznych w dupę! 
Tylko się nie pchać, kolejka będzie długa!
PS. Książka skarg i zażaleń znajduje się u kierownika zakładu.